uid_8664fc76f88c18dbbea56b65b789efdd1525684006380_width_907_play_0_pos_0_gs_0_height_515
Moje refleksje po zwiedzeniu KL Auschwitz- Birkenau w 78 rocznicę pierwszego transportu polskich więźniów z Tarnowa do niemieckiego obozu koncentracyjnego w dniu 14 czerwiec 1940 r.

Tato, od kilku dni i nocy jestem stale z Tobą. Wybacz mi, że przez wiele lat starałem sie omijać miejsca katorgii Twojej i tysięcy innych ludzi a które, jako były więzień, pokazywałeś mi w 1947 roku w czasie zwiedzania KL Auschwitz.
Próbowałem nieudolnie opisać Twoje życie, spisać Twoje wspomnienia i niestety nieliczne opowieści dotyczące Twej walki o Polskę, o wolność i polskość Śląska, o prawdę historyczną i sprawiedliwość. Spisać wspomnienia o działaniach które podejmowałeś wraz z innymi współwięźniami w KL Auschwitz oraz innych obozach koncentracyjnych i niemieckich więzieniach, w czasie niewolniczej pracy w „8 Eisenbaubaubrigade” w Austrii.
Wybacz mi, że teraz łamię dane Ci przyrzeczenie po Twoim powrocie z więzienia UB w 52 roku, że nie będę się nigdy angażował w politykę. Teraz niestety wszystko może być polityką, nawet Pismo Święte a natężenie oszustw, oszczerstw, kłamstw, podłości i chamstwa politycznego, przerosło moją odporność i wiarę na spokojne życie już w wolnej i niepodległej Polsce.
Tak jak Ty, w złym stanie zdrowia zdecydowałeś się zeznawać we Frankfurcie w procesie niemieckich katów oświęcimskich, tak i ja czuję się zobowiązany do przekazania dostępnych mi faktów dotyczących martyrologii narodu polskiego na Twoim przykładzie. Myślę, że wybaczysz mi zabranie Twojego, oświęcimskiego pasiaka z numerem „P 127.846″ który przechowuję jak relikwie po Człowieku który uratował życie 232 współwięźniów, którzy z 500 osobowej brygady doczekało wyzwolenia przez wojska amerykańskie na dworcu Freilassing pod Salzburgiem o czym napisał Jan Stadnik w „Katolik”nr 14/714 z dnia 6.4.69 r w artykule „Człowiek przed którym skapitulowało SS”
na podstawie aktu przekazania -„Ubergabeverhandlung” – dowództwa nad żyjącymi więźniami w Twoje ręce.
Tu nasuwa mi się poważny problem związany z ilością ofiar napadu faszystowskich niemiec na Polskę. Maleje ilość zamordowanych Polakow , rośnie ilość ofiar pochodzenia żydowskiego. Czyżby teraz zaliczano ofiary pochodzenia żydowskiego przywożone transportami do Auschwitz – Birkenau z innych krajów Europy – Francji, Belgii, Węgier itd które w większości szły na śmierć, zagazowywane cyklonem B o czym zeznawałeś we Frankfurcie? Ilu ich było, kto ich liczył? Czy to tylko obliczenia szacunkowe na podstawie ilości odebranej skazańcom biżuterii i złotych koronek zębów zabieranych zagazowanym ofiarom przed ich spaleniem w krematorium o czym też zeznawałeś? Kto manipuluje tymi liczbami w „polskich obozach koncentracyjnych”? „Polskich”?, chyba tylko dlatego, że więźniami i ofiarami byli P O L A C Y o czym świadczy litera „P” przed Twoim numerem obozowym uwidocznionym na pasiaku i tatuażu na lewej ręce. „Polskie”?, a na placu „bloku śmierci”, bloku Nr.11 gdzie mieści się ściana śmierci przy której skazańcy w ostatnich chwilach przed egzekucją wołali „Niech żyje Polska” teraz utworzono tzw. strefę ciszy w której zakazano odśpiewania nawet Hymnu Polskiego?
Dowiedziałem się także, że cały obóz Auschwitz – Birkenau ma być terenem eksterytorialnym na którym nie będzie można odprawiać mszy św. w intencji ofiar. My taką mszę odprawialiśmy w franciszkańskim kościele w niedalekim Harmężu.
Jaka byłaby Twoja reakcja? Reakcja więźnia który w obozie w Papenburg – Walchum – Neu Sustrum wywalczył msze św. dla więźniów polskich w baraku obozowym w którym mieściło się i uczestniczyło ponad 400 osób, którym ksiądz udzielił wyproszonego przez Ciebie u niemieckiego biskupa absolutorium dla wszystkich uczestników za co skazany zostałeś na 14 dni aresztu karnego tzw. karceru a następnie przydział do karnej brygady w Morach gdzie o chlebie i wodzie odwadniano tereny torfowe. Wiem, jaka byłaby Twoja reakcja.
Nie dane nam było zwiedzanie całego obozu Auschwitz I, więc sam z Twoim pasiakiem nie chciałem udać się do ruin krematorium w którym jak mi powiedziałeś w 47 roku „ruszta piecy krematorium są jeszcze gorące, jeszcze nie wystygły”. Podobnie nie wystygną nasze wspomnienia mimo haniebnych zabiegów coraz większej liczby wpływowych osób usilnie dążących do zafałszowania prawdy historycznej i zapomnieniu dokonanych zbrodni hitlerowskich. Pamiętamy i tę pamięć przekażemy naszym pokoleniom. Prawda nie zginie.
Byłem z Twoim pasiakiem w bloku 11 który pozwolono nam zwiedzić a w którym urządzono wystawę poświęconą ruchowi oporu w obozie a głównie poświęconej śp rtm Witoldowi Pileckiemu.
Ten „Blok Śmierci” nie przypomina bloku który oglądałem z Tobą w 47 r. Jedynie tzw „sztyjbunkier” sieje grozą i przywraca wspomnienia godzin które tu po pracy spędzałeś na „odpoczynku” wraz z trzema współwięźniami w murowanej klatce o pow. ok. 1m2 w „nagrodę” za „zasługi”. Reszta budynku wygląda raczej na nowoczesny pawilon muzealny z setkami zdjęć i opisów, z pięknie wymalowanymi i wyremontowanymi ścianami tak, że usunięte zostały napisy i wyryte w ścianach ostatnie myśli skazańców.
Przechodziłem przez bramę z napisem „Arbeit macht frei”, obok bloku z którego strychu miałeś zastrzelić wartownika z wieży strażniczej wyposażonego w karabin maszynowy gdyby doszło do buntu więźniów i próby wyzwolenia obozu. Strychu, na którym dokonywaliście drobnego sabotażu paląc skonfiskowane wyroby gumowe przeznaczone do niemieckich fabryk w celu recyklingu i skierownia ich dla potrzeb armii niemieckiej. Nie znasz dalszych losów przechowywanej amunicji i broni zmagazynowanej i ukrytej przez Ciebie, bo przydzielono Cię do 500 osobowej „8 SS Eisenbahnbaubrigade” w KL Sachsenhausen-Oranienburg. Nie pytałeś dla kogo ta broń była magazynowana, kto i w jaki sposób ją zdobył, ważne było dla Ciebie tylko to, że skierowana była przeciw okupantowi Twojej Ojczyzny, przeciw któremu chciałeś dalej walczyć. Teraz, chyba w podziękowaniu, nikt nie pyta o Ciebie i dopiero parę lat temu, muzeum w Oświęcimiu, na podstawie naszych zachowanych dokumentów i mojego zainteresowania, dowiedziało się, że nr „P 127.846″ – to Wilhelm, Wojciech Prokop co znalazło parę potwierdzeń w aktach innych więźniów. Niestety więcej „wiadomości”o Twojej działalności zawierają fałszywe w treści raporty donosicieli UB, zawarte w materiałach IPN, na skutek których usłyszałem już w 68 roku z ust powiatowego sekretarza PZPR że „Pan pracy w Wodzisławiu nie dostanie, bo Pana ojciec nie o taką Polskę walczył”.
Wybacz mi,-że teraz, kiedy głos zabierają nowocześni „darczyńcy” chcący pozbawić Polskę i tysiące poszkodowanych należnych reparacji za poniesione krzywdy moralne, materialne, zdrowotne, za cierpienia całej Twojej rodziny z której 4-rech członków oglądało świat z za drutów kolczastych w Auschwitz w różnym czasie, od pierwszego transportu z więzienia w Tarnowie w 40 r. do wymarszu w styczniu 45 roku w „Marszu Śmierci” włącznie, za fałszowanie i przeinaczanie historii Polski, – muszę bronić honoru Polski i pamięci oTobie.
Twój syn – Andrzej Prokop.
Wodzisław Śl. 23.06.2018 r.
Ps.
Refleksje – napisane po pobycie w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz – Birkenau wraz z
Stowarzyszeniem Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych.

zmartwychwstanie
Wszystkim członkom i sympatykom stowarzyszenia „Nasi mieszkańcy” życzymy,aby Duch Święty Pocieszyciel,największy dar Chrystusa zmartwychwstałego,wstąpił do Waszych serc i przyniósł radość i pociechę.

Polska dalej niemiecką ofiarą?

Jestem synem Polaka – Wilhelma, Wojciecha Prokop, uczestnika II i III Powstania Śląskiego, działacza plebiscytowego i społecznego, posła do Sejmu Śląskiego a od 28.września 1939 r. przez 5 lat i 8 miesięcy więźnia ciężkich niemieckich więzień i obozów koncentracyjnych z Auschwitz -Birkenau oraz Sachsenhausen włącznie. Zgodnie z zasadą „zwycięzca bierze wszystko” już we wrześniu 1939 r na budynku W. Prokopa w Wodzisławiu Śl. Rynek 11 zawieszono flagę niemiecką ze swastyką oznajmiając t swoje zwycięstwo i zagarnięcie całego majątku, pozbawiając tym samym całą rodzinę źródeł utrzymania. Odmowa podpisania „Volkslisty” przez Martę Prokop skutkowało pozbawieniem kartek żywnościowych i skazało całą rodzinę na łaskę krewnych.


Andrzej M.Ogórek2

Mając ok. 5 lat miałem szczęście zobaczyć ojca w czasie jedynych odwiedzin w więzieniu w Mysłowicach a w lipcu 1945 r. przywitać wracający do domu szkielet człowieka ważącego 48 kg, z tatuażem na lewej ręce, ubranego w niemiecki pasiak z Auschwitz z numerem „P” 127846 i opaską ze znakiem „P”.
Jego bardzo rzadko ustnie przekazywane bolesne wspomnienia z czasów gehenny więziennych, przeżyć w rzekomo wolnej Polsce Ludowej ale głównie jego spisane notatki i zachowane świadectwa współwięźniów niemieckich obozów koncentracyjnych pozwalają, a wręcz zobowiązują mnie do zabrania głosu i danie świadectwa w czasie nasilającej się fali oszustw i fałszerstw historii Polski.
Od 1.9.39 r. W.Prokop bierze czynny udział w obronie Wodzisławia Śl. i Jastrzębia przed niemieckimi najeźdcami. Po napaści ZSRR na Polskę 17.9.39 r. i demobilizacji, wraca z pod Hrubieszowa do Wodzisławia by zostać zatrzymanym w następnym dniu 29.9.39 r. przez gestapo wraz ze swoim szwagrem Augustynem Korzuch i osadzonym w więzieniu w Wodzisławiu. Szybkie działanie gestapo uzasadnione było umieszczeniem Wilhelma i jego brata dr.Ernesta Prokop w tajnej, tuż przed wojną utworzonej specjalnej księdze gończej sporządzonej przez Urząd Policji Kryminalnej w Berlinie /Sonderfahndungsbuch Polen/ która zawierała ponad 8700 osób z całej Polski w tym 1300 z ówczesnego Województwa Śląskiego i 169 z powiatu rybnickiego, oraz w tzw.”Reichsfandengsbefehl” za udział w powstaniach, akcji plebiscytowej oraz za antyhitlerowskie nastawienie. Przekazany zostaje do więzienia w Rybniku skąd, zasądzony przez Sąd Najwyższy w Katowicach – „Sondergericht”- na sesji wyjazdowej w Rybniku 29.1.40r. na 3 lata ciężkiego więzienia i wraz ze swoim szwagrem Augustynem Korzuch zasądzonym na 2 lata, przekazany do więzienia w Raciborzu. Skuty w kajdanki i przyczepiony do wspólnego łańcucha przetransportowany zostaje 8.2 40r. do obozu w Papenburgu a następnie przez Walchum 25.3 40r. do Neu Sustrum gdzie tworzono obóz dla więźniów z podbitej Polski. Skazany na 14 dniowy „karcer”, przydzielony następnie do karnej brygady w Morach i znów , przekazany w 1942 r. do więzienia w Lutringhausen zostaje skazany na 4 tygodnie „karceru”. Przez więzienia w Koronowie, Katowicach i Mysłowicach, zostaje osadzony w połowie 1943r. w KL-Auschwitz – Birkenau gdzie powitał go niemiecki napis na bramie wjazdowej „Arbeit Macht Frei”. Od czasu otrzymania tatuażu staje się z człowieka, jedynie numerem „P” 127846. Jako drogerzysta, zostaje skierowany do pracy w aptece dla więźniów, obok apteki dla „SS”, do sortowania lekarstw odbieranych nowo przywożonym więźniom. W porozumieniu z aptekarzami Janem Sikorskim i Tadeuszem Szewczykiem zorganizowano dostawy cennych lekarstw – wysortowywanych dla „SS” i wraz z innymi tzw. śmieciowymi, niepełnowartościowymi – do szpitali obozowych. Regularne dostawy tych lekarstw kierowane były głównie do dr. Jana Zieliny co z narażeniem własnego życia, ratowało życie setkom więźniów niezależnie od ich narodowości. Były też kontakty indywidualne – Jan Mięsok z komando „Wasserwersorgung” regularnie odbierał lekarstwa głównie dla chorych na malarię, których po wyleczeniu, zastępował kolejnymi chorymi zagrożonymi śmiercią w niedawno wybudowanych komorach gazowych i krematorium w Brzezince. Przez Jana Mięsoka lekarstwa docierały nawet do podobozów i „frauenlagru” -szpitalny barak dla kobiet np do żony prof.inż. Prindisza z Łodzi. W sortowni znajdującej się na strychu „SS Rewir” dokonywano również małego sabotażu paląc wyroby gumowe skonfiskowane i po przesortowaniu wysyłane do przeróbki w chemicznych zakładach zbrojeniowych. Po kategorycznej odmowie podpisania „Volkslisty” zyskał takie zaufanie współwięźniów, że został zaakceptowany przez lewicową organizację / prawdopodobnie AL/ z powierzeniem mu zadania bojowego na wypadek walki z strażą „SS” przy możliwej likwidacji obozu. Z rąk Tadeusza Szewczyka otrzymał również, do przechowania na strychu, paczkę zawierającą broń, granaty i amunicję.
Jednak w październiku 1944 r. zostaje przekazany do obozu Sachsenhausen- Oranienburg i przydzielony do 5oo osobowej 8.SS Eisenbahnbaubrigade. Z narażeniem życia, na dworcu Freilassing pod Salzburgiem 1.5.45r., uzyskał od SS-komendanta obozu unikalny „Ubergabeverhandlung” – akt przekazania dowództwa nad pozostałą przy życiu 232 osobową grupą co oznaczało uratowanie życia i uzyskanie wolności dla tych więźniów.
Wrócił do wolnej od niemieckiego najeźdcy Polski i zarejestrowany został przez PCK na Okręg Śląski w Katowicach 17.7.1945r. Wrócił do Wodzisławia Śląskiego, miasta doszczętnie zburzonego w 85 %, do wypalonego a w większej części całkowicie zniszczonego domu. Wodzisław Śl., przez prawie 6 lat okupacji niemieckiej zwany Loslau, w styczniu 1945 był metą „marszu śmierci” dla więźniów niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz- Birkenau. W marszu tym było 7-miu mieszkańców miasta a wśród nich wspomniany już szwagier Augustyn Korzuch. Z rąk niemców w czasie wojny z Wodzisłąwia Sl. oraz okolicznych miejscowości zginęło ponad 120 ludzi w tym ponad połowa w Auschwitz – Birkenau. Tym ofiarom była poświęcona zorganizowana z inicjatywy W. Prokopa akademia pamięci w dniu 2.12.45 r. w ocalałym Domu Powstańca którego jednym z inicjatorów jego budowy w 1935 roku był właśnie on. W ramach działalności społecznej przystąpił wraz z innymi do budowy pomnika Ofiar Oświęcimskich, 44 ofiar „Marszu Śmierci”.
Inwigilowany i dwukrotnie więziony przez UB, prześladowany przez władze PRL wycofuje się z działalności społecznej w Związku Powstańców Śląskich połączonego z innymi organizacjami ZBOWiD. Jako świadek, powołany przez Międzynarodowy Komitet Oświęcimski zeznawał przed sądem we Frankfurcie nad Menem w sprawie wydawania cyklonu i naftaliny do zagazowania nowo przywożonych do Birkenau więźniów żydowskich z Węgier oraz grabieży złota uzyskiwanego z zębów i biżuterii tych ofiar. Jego zeznania dobitnie świadczą o tym, kto jest najeźdcą, mordercą, trucicielem więźniów żydowskich, polskich i innych nacji w zbudowanych przez niemców obozów śmierci na terenie nieistniejącej, okupowanej Polsce, kogo i z czyjego rozkazu zagazowywano i palono setki ofiar głównie żydów przywożonych pociągami z całej okupowanej przez niemców Europy.
Czy w tej sytuacji, jako świadomy tych zdarzeń z bezpośrednich przekazów świadka, wiedzy z posiadanych zachowanych dokumentów mogę milczeć i akceptować kłamstwa i oszczerstwa
o „polskich obozach koncentracyjnych”, o antysemitycznym nastawieniu narodu polskiego na podstawie nie wyjaśnionych do końca wypadków w których ginęli polacy żydowskiego pochodzenia? W czasie gdy ginęły tysiące polaków chroniących, ukrywających z narażeniem własnego życia skazanych na zagładę żydów? Czy wolno bezkarnie nazwać Polskę ojczyzną obozów koncentracyjnych które powstawały w czasie kiedy Polska jako państwo nie istniało, gdy w tym samym czasie na terenie Niemiec hitlerowskich i Austrii działały liczne obozy śmierci np Dachau, Gross Rosen itd w których ginęły tysiące polaków, żydów i ludzi innych narodowości począwszy już przed wybuchem 2-giej wojny światowej wywołanej przez niemców z demokratycznie wybranym rządem z Hitlerem na czele? Czy można cały Naród Polski obarczać winą za działanie nielicznych „szmalcowników” którzy często ponosili śmierć z rąk polaków zwalczających donosicieli? W czasie wojny podobnych zdrajców i donosicieli nie brakowało w żadnej nacji, nawet żydowskiej w czasie zagrożenia życia, własnych interesów czy odwetu.
Takich ludzi wskazał również i mój ojciec wśród więżniów obozu koncentracyjnego. Figurują oni również w aktach IPN – w składanych pisemnych fałszywych donosach do UB co świadczyć może jedynie o słabości charakteru i podłości tych ludzi.
Trudno w tej sytuacji zrozumieć postępowanie nielicznych europosłów, posłów, działaczy partyjnych, redaktorów i dziennikarzy czy innych wykształconych ludzi oczerniających Naród Polski o antysemityzm. Czy tacy ludzie nie mają wiedzy o działalności „Żegoty”, klasztorów, o tysiącach rodzin niosących żydom pomoc z narażeniem własnego życia jak dla przykładu rodzina śp. Ulmów?
Warto tu wspomnieć jednak o bestwialstwie niemców od chwili napaści na Polskę na przykładzie Wolina, Warszawy z czasów łapanek i warszawskiej dzielnicy Wola w czasie powstania warszawskiego, tysięcy egzekucji na terenie całej okupowanej Polski,o likwidacji wiosek w lubelskim i koło Janowa itd.
Wystarczy tych przykładów by zastanowić się i znaleść odpowiedź na pytanie, co leży u podstaw rozpowszechnianych oszczerstw,czy to totalny brak wiedzy geograficznej a głównie historycznej którą przez wiele lat fałszowano i usuwano ze szkół, czy też dominują jakieś inne, np. ekonomiczne przyczyny.
Każdy z nas może to ocenić sam zgodnie ze swoją wiedzą, którą można pogłebiać, ale głównie ze swoim sumieniem i patriotycznym spojrzeniem.

Wodzisłąw Śl. 5.2.2018 r. Andrzej Prokop.

Trzej_Krolowie_ich_znaczenie_i_tozsamosc_78_1
” Wszystkim Ofiarodawcom , Podopiecznym członkom i sympatykom Stowarzyszenia Nasi Mieszkańcy .pl w Nowym Roku 2018 życzymy zdrowia ,Bożego błogosławieństwa spełnienia planów i zamierzeń ,ludzkiej życzliwości i wszelakiego dobra dla Was nasi drodzy Współpracownicy i dla Waszych Rodzin .Niech Boże Dziecie błogosławi każdy z 365 dni w Roku .Szczęść Boże na ten nowy Rok ! „

4181803-anna-grodzka-900-597

Dość dyktatury kobiet.

„Dość dyktatury kobiet”, „dość dyktatury….
od krzyku paru kobiet trzęsą się sejmu mury,
pękają fundamenty jak w czasie trzęsienia ziemi,
nadchodzi chyba koniec, nikt już tego nie zmieni.

Razem z lewicą w czarnych strojach feministki parasolkowe
krzyczą: „hańba, tchórze, oddajcie mandaty”, – to nowe
aktualnie przełomowe żądanie wobec tej najlepszej,
totalnej opozycji i zgrupowanych w partii nowoczesnej.

Nic z tego nie rozumiem, może ktoś mi odpowie
czy totalnej opozycji nie pomieszało się w głowie?
Kto jest za a kto przeciw, kto przyjaciel a kto wróg,
trzeba ich chyba po piłkarsku wykopać, nie żałując nóg.

Wodzisław Śl. 15.01. 2018 r. Szkrobok.

Andrzej M.Ogórek2

W nocy 17 stycznia 1945 roku ruszył z Oświęcimia , a właściwie z KL Auschwitz – Birkenau marsz ponad 50 tysięcy więźniów obozu śmierci i jego podobozów. Wszyscy, którzy zdaniem niemieckich oprawców kwalifikowali się jeszcze do pracy w innych obozach koncentracyjnych położonych na terenie Niemiec a głównie Austrii, zostali uformowani w kolumny po ok 500 więźniów i zaopatrzeni w głodowe prowianty chleba i margaryny na planowany 3 dniowy marsz do Loslau – Wodzisław Śl. lub do Gliwic, ruszyli w drogę. Wielu ruszyło z nadzieją na lepszy byt, na koniec codziennego zagrożenia życia na terenie ogrodzonego elektrycznymi drutami obozu. Niestety śmierć towarzysząca Niemcom, a szczególnie SS-manom zabezpieczającym marsz, zaczęła zbierać obfite żniwo już na pierwszych z 63 kilometrów drogi. W uśmiercaniu więźniów ubranych w obozowe pasiaki, resztki cywilnych ubrań, drewniane pantofle lub wręcz mających zawinięte stopy resztkami onuc, pomagała mroźna do -25st.C. , śnieżna styczniowa pogoda. Ilość zmarłych w czasie nocy pod gołym niebem lub w różnych stodołach, ale głównie zastrzelonych lub zabitych kolbami karabinów rosła z dnia na dzień by w obrębie tylko naszego miasta osiągnąć około 50 więźniów. Szacuje się, – gdyż brak dokładnych danych ofiar a nawet identyfikacji osób i mogił – na trasie marszu, śmierć poniosło około 15 tyś więźniów. W Wodzisławiu Śl.,na dworcu kolejowym zastrzelono 30, przy bramie byłej odlewni żelaza – warsztatów metalowych -10 osób. Wszyscy oni – wraz z innymi których ilość jest nieścisła – zebrani z trasy lub ekshumowani z przydrożnych, w pośpiechu wykopanych mogił, znalazło swoje miejsce wiecznego spoczynku na tzw. Piaskowym Wzgórzu pod wspólnym pomnikiem poświęconym tylko 44 -wówczas policzonym ofiarom. Z uczestników marszu przeżyło 7 osób – mieszkańców Wodzisławia Śl. i okolicy. Mogli oni po ich wyzwoleniu z obozów koncentracyjnych w Austrii w 1945 r. przez wojska amerykańskie, wrócić do swojej ojczyzny i zaświadczyć o powodach skazania i przebiegu ich katorgi.
Pamiętając o nich w modlitwach i chociażby symbolicznym zapaleniu świecy przy ich pomnikach zaświadczamy o tym, że zginęli z rąk niemieckiego najeźdźcy, bezwzględnego zabójcy naszych bohaterów, naszych bliskich, często niewinnych ludzi różnej wiary, narodowości i wieku. Pamiętajmy o tym, by już nigdy i nigdzie nie zabijano ludzi w imię żądzy władzy, pieniędzy, idei, chęci panowania nad innymi narodami.
Pamiętajmy również o tych milionach więźniów którzy zostali zamordowani w setkach innych więzień i obozów śmierci, o tych którym udało się przeżyć chociażby do 27 stycznia 45 roku -do dnia słynnego otwarcia bramy KL Auschwitz z napisem:”Arbeit macht frei”- praca czyni wolnym.
W tym historycznym roku pamięci nie wolno nam również zapomnieć o tych którzy zginęli:
– z rąk najeźdźców na całym obszarze Polski,
– w ruinach Wolina, Westerplate, Warszawy, Wodzisławia itd,
– w egzekucjach ulicznych, na warszawskiej Woli i Powstaniu Warszawskim,
– Katyniu, Charkowie, Wołyniu itd,
– w bitwach pod Lenino, Monte Casino i innych na wschodzie, zachodzie, południu i północy.
Tym którzy wywołali tą straszną wojnę powinniśmy przebaczyć, ale nie możemy zapomnieć czynów wymierzonych przeciwko naszej ojczyźnie Polsce i Polakom, przeciw kulturze naszego narodu i jego wiekowego dorobku. Ta wiedza winna być szeroko propagowana wbrew stanowisku nielicznych prominentnych „wybrańców”, powinna być serwowana codziennie, szczególnie w czasie gdy obchodzimy 100-tną rocznicę odzyskania wolności.
Cześć i chwała bohaterom. Pamięć i szacunek dla ich czynów i życia niech będzie zapisana w kartach pięknej historii naszych dziejów.

Wodzisław Śląski styczeń 2018 r. Andrzej Prokop.