„ Kelnerzy”.

Zawód to powszechny, z założenia zacny, znany już w starożytności
w którym mieszają się wierna służba, z czynami zwyczajnej podłości.
Kelner, to nie tylko ten co podaje z uśmiechem i ukłonem do stołu
zupę, kawę, ostrygi, wina, kawiory, pieczeń z jagnięcia czy wołu
ale często jest to człowiek – co od wieków się nie zmienia-
dbający o siebie, na niecnych usługach, pozbawiony sumienia.
Czasami jednak się zdarzy, jak ryk jelenia w leśnej głuszy,
że myślącego, uczciwego kelnera, też zwykłe sumienie ruszy.
Wtedy afera, wśród rządzących zamieszanie, wielkie poruszenie,
kto, co, jak ośmielił się naruszyć nasze dobre imię, nasze mienie.
Kto ośmiela się wyjmować spod dywanu nasze przekręty, podłości,
zniszczymy ich wszystkich a na śmietnik wyrzucimy ich kości.
Znane są przykłady z starożytnego Egiptu, Grecji, Rzymu
gdzie truciznę podano Kleopatrze, Senece a nawet choremu
Klaudiuszowi którego otruł osobisty medyk- przyjaciel cezara-
to historia która się powtarza, jest stale obecna, młoda -nie stara.
Pamiętać trzeba jednak, by oddać sprawiedliwość kelnerowi, fakty znane,
że często wykonuje „prośby”, rozkazy „innych” nawet królom wydane
a że taka historia jest prawdziwa i nie jest od życia oderwana
wspomnę tu prośbę Herodiady o głowę na tacy Świętego Jana.
W ostatnich latach zakresy i sposoby- kto chce, niech nie wierzy-
uległy znacznemu rozszerzeniu i nie tylko prawdziwi kelnerzy,
ale ludzie uczeni, wydawałoby się zacni, mądrzy, nie jakieś nieuki,
dzieci z zacnych rodów, czasem ich rodziny, czasem nawet wnuki
stają się współpracownikami, twórcami układów a nawet mafii
działając w niej na tyle , na ile jest zdolny, na ile potrafi.
Jedni trują jak dawniej skazując ofiary na straszne męki
czego przykładem może być choćby morderstwo Litwinienki.
Inni zabijają na ulicy, w domach, przed domem w korytarzu,
zabijają w jasny dzień, nocą, wieczorem w ciemnym garażu.
Tak serwowane są w zasadzie pojedyncze dania
gdzie tylko kilku kelnerów służy do ich wykonania.
Na większych „przyjęciach”, rośnie ilość wysokich rangą wykonawców
poprzez różne komitety do podłych, bezwzględnych, zimnych oprawców
którzy realizują przygotowane, szczegółowe plany zbójeckie
w tym międzynarodowe, polskie, syryjskie a nawet radzieckie.
Szef zakładu decyduje co i kiedy ma być podane przez kelnerów,
czy trzeba wybrać kosztowne, nowe metody, czy użyć starych znów.
Czy w drinku, czy w lufce, w teatrze, rzece, lotnisku czy w domu,
wybór dań jest ogromny, serwowany zaś bez pardonu.
Znając „knajacki” język, miast być „żulem” pod budką piwa
wśród przyjaciół kelnerów na inteligentnego człowieka się zgrywa.
Ty zaś narodzie w wierze i uczciwej pracy chowany
zostaw wszystko i wyjeżdżaj tam, gdzie jeszcze grają „tam-tamy”.
Być może, choć naprawdę rzadko w to już ktoś wierzy,
żyją tam jeszcze, pracują nieskorumpowani, uczciwi kelnerzy.

Czerwiec 2014 r. Szobokrk.

Kryzys Donka.
Puk, puk, słychać z oddali łagodne w drzwi stukanie.
Nikt nie zwraca uwagi, wszyscy się bawią i panowie i panie.
Wesoło krąży paradny korowód uśmiechniętych twarzy
którym objęcie dożywotnich stanowisk tak bardzo się marzy.

Puk, puk, puk, wzmocnione w drzwi silne uderzenia
nie robią na bawiącej się ferajnie żadnego wrażenia.
Lecz pukanie w jakieś mocne kopnięcia się zmienia,
„Jacku, podejdź do drzwi i powiedz, że nas tu nie ma”.

Jacek przez dziurkę zerka i nie przychodzi mu do głowy,
że widok przysłania mu założony wcześniej wieniec laurowy.
Wszystko jest dobrze, w porządku, relacjonuje swe posłanie,
jesteśmy na zielonej wyspie, bawmy się najdroższy mój panie.

Hałas się zwiększa a grzeczne dotychczas pukanie
coraz bardziej się nasila, zmienia się w groźne łomotanie.
Stanę przy drzwiach, mówi Donek, i nie wpuszczę dziada,
drzwi są zamknięte, idź gdzie chcesz, tutaj trwa moja biesiada.

Ustało pukanie, cieszą się wszyscy lecz w tym momencie łomot wielki,
to tylko samolot, strzelają korki szampana z ruskiej butelki.
Teraz dopiero szczęśliwy, wesoły bal rozkręcać się zacznie
lecz Donek niespokojnie wkoło zerka, patrzeć zaczyna bacznie.

Coś mi się tu nie zgadza, tam gdzie była kopalnia – zasypana dziura,
gdzie elektrownia, huta, fabryka, cementownia gdzie dymu była chmura,
gdzie się podziały stocznie, statki rybackie co łowiły dorsze a nawet śledzie
teraz wszędzie pełno bezrobotnych widać, chyba dobrze się im wiedzie.

Pójdę na wieś, sprawdzę co słychać, z której strony wiatr wieje.
Popatrzę czemu zamknięte szkoły, sklepy, co na zielonej wyspie się dzieje.
Wreszcie zniknęły drewniane chałupy, strzechy i chłopskie fury,
wzdłuż dawnych ulic stoją nowe banki, Biedronki i różne Carrefoury.

Przepiękny widok, aż dech w piersi zapiera, serce łomocze.
Skończyła się autostrada, stoją maszyny, wkoło tylko pobocze
rozkopanej drogi przez wieś w której życie dawniej tętniło.
Zostało parę starców a młodzi ludzie kraj zamieszkania zmieniło.

Co się dzieje, w mieście nie pracują, na wsi stare dziadki,
kto będzie spłacał moje długi, od kogo ściągnę olbrzymie podatki
by płacić moim sługom, klakierom i całej tej krzyczącej hołocie
co o pracę i chleb dla rodziny woła, stojąc głodna w grząskim błocie.

Jest, jest, krzyknął Donek widząc dużego, potężnego grubasa,
to wzór moich marzeń, model, jak sześciolatków pierwsza klasa.
Kim jesteś, pyta Donek mocno zdziwiony. Jestem kryzys którego karmiłeś,
a w Polsce jestem, bo wszedłem i rządzę za ciebie, gdy ty się piłką bawiłeś.

Wrzesień 2013 r. Szkrobok.

1349955434 Chlebowe paciorki różańca.
„Alfa” – to początek wszystkiego,
to Słowo co Ciałem się stało,
to miłość i zbawienie, które nie robiąc nic złego
wywyższone na krzyżu, za nas umierało.

Od krzyża na łańcuszku stoją jak straż
paciorki wiary, nadziei, miłości i Ojcze Nasz.
Przesuwają się powoli między palcami rąk
ogarniając myśli, usta, serce, coraz większy krąg.

Zawieszonych na łańcuszku jest paciorków wiele,
Dwadzieścia tajemnic z Ojcze Nasz na czele.
Wszystko kończy się znów u krzyża stóp.
„Omega”- koniec. Czy naprawdę? Czy już tylko grób?

A zmartwychwstanie, wniebowstąpienie i zesłanie Ducha
to pewność, że Bóg twej modlitwy słucha
gdy prosisz choć o pajdkę chleba razowego,
o chleb powszedni dla siebie i dla bliźniego.

Chrystus myśli o tobie w tajemnicach różańca,
poświęcił swe życie dla ciebie – swojego wybrańca.
Więc abyś i ty mógł za Nim pójść do nieba
dla bliźniego dobrym jak chleb, być trzeba.

02.01.2003