Kozielski Pamiętamy.
Jeden z 50.000 uczestników „Marszu Śmierci”
Oświęcim – Wodzisław Śląski
W styczniu br. mija 71-ta rocznica „Marszu Śmierci” z Oświęcimia do Wodzisławia Śląskiego w którym jednym z uczestników – jako więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz – był wodzisławianin śp. Benedykt Kozielski.
Urodzony 21 marca 1918 r. w Jedłowniku jako jeden z siedmiorga dzieci Marty z domu Ziętek i Jana Kozielskiego, od młodych lat łączył naukę z pracą w gospodarstwie swojego ojca i z pracą społeczną. Mając 18 lat został wybrany sekretarzem Kółka Rolniczego w Jedłowniku będąc jednocześnie w Towarzystwie śpiewaczym „Jutrzenka” oraz w Oddziałach Młodzieży Powstańczej.
Po wybuchu wojny w 1939 r. ucieka do Krakowa chcąc walczyć z hitlerowskim najeźdźcą jako żołnierz. Wraz z innymi uciekinierami zostaje zatrzymany w okolicach Chełma i jako jeniec wojenny osadzony początkowo w Krasnymstawie a następnie przewieziony do Kraśnika. Dzięki pomocy Ślązaka będącego niemieckim żołnierzem udało mu się zbiec i wrócić w październiku do Jedłownika. Jednak już w styczniu 1940 r. zostaje aresztowany przez gestapo pod zarzutem współudziału w ukryciu dokumentów Oddziałów Młodzieży Powstańczej. Po ciężkich przesłuchaniach 20.01.40 r.- zostaje zwolniony. Jeszcze wiosną tego roku zaangażował się w działalność konspiracyjną organizacji „Orzeł Biały” podporządkowanej Związkowi Walki Zbrojnej będąc łącznikiem między kompaniami a sztabem Inspektoratu Rybnickiego ZWZ. Po złożeniu przysięgi żołnierskiej przyjął pseudonim „Gerd”.
W nocy z 4/5 sierpnia 1943 r. zostaje aresztowany i osadzony w najcięższym więzieniu śledczym na Śląsku – w Mysłowicach, skąd 9.02.44 r. przekazano Go do KL Auschwitz. Początkowo umieszczony w bloku 11- tzw. Bloku śmierci. Uniknął przez to wytatuowania na lewym przedramieniu nadanego mu numeru obozowego 173501. Wkrótce został przeniesiony na blok Nr 2. Jak sam wspominał, przeżył te ciężkie czasy w Oświęcimiu dzięki pomocy współwięźniów z Wodzisławia.
W nocy z 18/19 stycznia 1945 r. zostaje włączony do jednej z 500 osobowych grup tzw „Marszu Śmierci” skierowanego z KL Auschwitz przez Pszczynę, Pawłowice, Jastrzębie Zdrój do Wodzisławia Śląskiego. Trasa licząca 63 km była podzielona na 3 odcinki po ok 20 km każdy. Część ewakuowanych, pilnowanych przez uzbrojonych SS-manów i towarzyszących im psów została skierowana z Pszczyny przez Żory do Gliwic.
Trasy te znaczone są setkami bestialsko zamordowanych więźniów zabitych strzałami w czasie prób ucieczki, również tych którzy z braku sił, całkowicie wycieńczeni padali w marszu, tych którzy zamarzli w czasie postojów czy wreszcie tych, którzy zostali zabici przez sadystów SS. Przykładem całkowitego zezwierzęcenia tych „nadludzi” ówczesnych panów życia i śmierci może być relacja jednego z kolejarzy ze stacji Wodzisław Śl. na której to, młody SS-man pytał leżącego w śniegu więźnia czy chce żyć a otrzymawszy odpowiedź, że chce, wcisnął mu butem głowę w śnieg i strzelił w tył głowy. W ten sam sposób zamordował jeszcze kolejnych pięć więźniów.
Pamięć pomordowanych „białych niewolników” w chwili obecnej upamiętniają pomniki i tablice pamiątkowe w kilkunastu miejscowościach na całej trasie marszu. W Wodzisławiu Śl. tablice umieszczone są na ścianie budynku przy wjeździe do byłej odlewni żelaza obok młyna i na frontowej ścianie budynku stacji PKP. Zbiorowa mogiła więźniów zabitych na dworcu kolejowym i innych miejscach przemarszu na terenie Wodzisławia znajduje się w piaskowni na „Piaskowym Wzgórzu” przy ul. Ofiar Oświęcimskich. Wg. najnowszych danych podana cyfra 44 więźniów jest zaniżona i powinna wynosić ponad 50 ofiar. Szacuje się, że liczba ofiar niemieckiego bestialstwa w czasie marszu śmierci wynosi około 15000 więźniów czyli ok. 30% tych, którzy wyruszyli z Oświęcimia. Błędnie podane ilości ofiar dotyczą prawie wszystkich mogił gdyż często chowano więźniów w miejscu ich śmierci a po ekshumacji, ponieważ nie prowadzono wówczas żadnej ewidencji, nie zdołano ustalić ilości a tym bardziej ich nazwisk. Po długich poszukiwaniach w archiwach i dzięki osobom biorącym udział w pochówkach i dokonanych przez nie zapisów numerów więźniów – nie wszyscy je mieli- udało się ustalić nazwiska niewielu ofiar. Okazuje się więc, że nie ważny był człowiek ale jego numer który przez wiele lat po niemiecku, mieszkając już w domu i zrywając się w nocy ze snu, recytował Benedykt Kozielski.
W czasie trzydniowego marszu w mroźną i śnieżną zimę zanotowane temperatury na stacji PKP w Wodzisławiu Śl. wynosiły: 19, 22 i 25 stopni C. W takich warunkach klimatycznych, często ubrani jedynie w drewniaki na nogach i obozowe pasiaki, więźniowie byli ładowani do wagonów towarowych – węglarek po 100 osób i transportowani do KL Mauthausen.
Zarejestrowany jako nr117957 po kilku dniach Benedykt Kozielski został skierowany do podobozu w Melku, do Ebensee i wreszcie do Antang Puheim gdzie 6 maja 1945 odzyskał wolność z rąk wyzwalających podobóz wojsk amerykańskich. Miał wtedy 27 lat i ważył „aż”42 kg.
15 lipca 45 r. wrócił do Polski i już 1 sierpnia rozpoczął pracę w Biurze Rolnym Śląskiej Izby Rolniczej a następnie jako powiatowy instruktor rolny, by w 47 r. podjąć pracę w Powiatowym Związku Samopomocy Chłopskiej w Rybniku a później zostać pracownikiem Spółdzielni Samopomoc Chłopska. W roku 1948 ożenił się z Marią Tatarczyk. Od 55 r. pełnił funkcję głównego agronoma Wydziału Rolnictwa Prezydium Rady Narodowej w Wodzisławiu Śl. W 1956 roku ukończył studia i uzyskał tytuł inżyniera rolnictwa. Poza pracą zawodową wiele czasu poświęcał działalności w ZBOWiD. W 2001 roku odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski w uznaniu zasług dla niepodległości Rzeczypospolitej Polski.
Jego duże zasługi jako odważnego Polaka, jako człowieka pracującego od młodych lat dla dobra Polski, rodziny i swojej „małej ojczyzny” jakim był Wodzisław Śl.- Jedłownik są podstawą do nazwania go bohaterem i stawiania go za wzór godny naśladowania. Miał odwagę stwierdzić w czasie niemieckiego policyjnego spisu ludności że jest Polakiem, że jego ojczystym językiem jest polski oraz nie stawić się na wezwanie do podpisania volkslisty za co groziła kara więzienia a nawet śmierci. Jako łącznik ZWZ organizował dostawy i przerzuty broni, ubezpieczał ludzi związanych z konspiracją hołdując naczelnemu hasłu: Bóg, Honor,Ojczyzna.
Niestety zarówno On jak i inni bohaterowie, zgodnie z prowadzoną polityką w PRL, nie mógł zostać wzorem do naśladowania ale wręcz został człowiekiem o którym należy zapomnieć.
Nie powinna jednak zapomnieć o nim parafia w Jedłowniku w której to wielokrotnie wykonywany i śpiewany był jego utwór: „Z skalnych portugalskich gór”. Utwór ten jest hołdem Benedykta Kozielskiego dla Matki Boskiej z Lourdes której był gorącym wyznawcą i czcicielem.
Umarł 11 sierpnia 2004 roku. Został pochowany na cmentarzu w Jedłowniku. Zachowajmy Go w serdecznej pamięci jako prawego człowieka godnego naśladowania, jako Polskiego patriotę, jako jednego z bardziej zasłużonych ludzi dla tej naszej ziemi. Cześć Jego pamięci.

Wodzisław Śl. styczeń 2016 r. Andrzej Prokop